Klopsiki i inne zjawiska pogodowe

, , ,

Kowidełko ustąpiło. Hip hip Huraaa! Można powrócić do treningów. Pogoda nie dopisuje niestety. Jakoś tak zimno i wiater hula. Nosa na zewnątrz nie chce się wyściubiać. W sumie to nawet fajnie się składa bo na kilka dni zatrzymaliśmy się u znajomych, co Triatlon uprawiają 🙂 A że im się w życiu trochę bardziej niż nam – przeciętniakom – poszczęściło; zbudowali sobie domową siłownię hej! a my możemy z niej do woli korzystać. Cud miód i orzeszki. A raczej pływanko na sucho, rowerek na trenażerku i bieganko, taaak.

Nie tak szybko!

Po kowidle jednak nie za bardzo chce się tak wsio od razu. Najłatwiej, tak mi się wydaje jest się wybiegać. Sprawdzić jak szybko się zmęczę. Zobaczyć „ile mi płuc zajęło”. 😉

Klops na bieżni

Na początek, lekka rozgrzewka. Trza rozruszać stare kości. Jezzuuu mam wrażenie ze wszystko mi się trzęsie!!! Kilka minut spacerku, potem powolne podkręcanie tempa. 10km na godzine nie jest źle. 11km, 12, 12,5 – to chyba OK jak na pierwszy raz od dłuższego czasu. Po 5 km biegu czuje się dobrze. W „trzewiach” czuje że może już niedługo dojdę do formy sprzed kowidła.

Wideo dla potomnych

Mój nakręcił krótki film jak „biegam”. A ja zastanawiam się nad umieszczeniem tegoż dzieła na stronie. Uważam że, wyglądam jak klopsik w sosie pomidorowym. Leniwie turlający się w każdym kierunku. Klops a la minute 😊. Jak to wygląda w oczach stojącego z boku obserwatora? Nie wiem. Nie pytałam. Najważniejsze że biegnę.

Menu

Nasz blog używa plików cookies. Więcej

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close