Forsy mało w Portimão, czyli bieganie nad Oceanem Atlantyckim

, , , , ,

Jeszcze wczoraj biegaliśmy przy Oceanie Atlantyckim, w skwarnym słońcu zalani potem. Dzisiaj rano już niestety w chłodzie i deszczu, czyli w domu. Czas szybko mija, jak głosi przysłowie „wszystko co dobre szybko się kończy”. Coś w tym jest

7 słonecznych dni w Portimão

Tydzień temu polecieliśmy do Portugalii, wstępnie do Faro a docelowo do Portimão. To były nasze zaplanowane dużo wcześniej wakacje. Pierwsze od wielu lat, tak długie bo aż 7 dni. Niestety okazało się że to wciąż mało, zleciało bardzo szybko i wydaje mi się że jeśli było by to nawet 30 dni to i tak by nie starczyło 😉

Miał być surfing, była zabawa z falami, lenistwo i codzienne bieganie

Jednym z głównych założeń była nauka surfingu, jest tutaj sporo lokalnych szkół. Plany uległy zmianie pod wpływem wakacyjnej aury. Skończyło się na tym że praktycznie każdy nasz dzień zaczynał się od biegania wczesnym porankiem, później wypad nad ocean, basen, drink i znowu nad ocean, trochę zwiedzania i spacerowania.

Późnym już wieczorem spędzaliśmy czas na basenie w hotelu, cały basen tylko dla nas 😉 Piękne widoki, gorąco i niesamowite fale które nie raz dały nam popalić. Pierwszy raz miałem okazję trochę powalczyć z takim żywiołem. Fajna zabawa, ale trzeba bardzo uważać, dno kryje w sobie wiele pułapek np. wystające skały. Sama siła fali, zależnie od jej wielkości oczywiście jest tak wielka że przy nieodpowiednim wejściu w falę miota człowiekiem pod wodą jak rybą w sieci. Miałem okazję przekonać się o tym na własnej skórze. Liczne obtarcia, siniaki i notorycznie zgubione okulary przeciwsłoneczne. Nie szło ich złapać nie mówiąc już i poszukiwaniach a bez okularów na takim słońcu jest ciężko wytrzymać.

Kilka razy odwiedzaliśmy pobliski Decathlon, kupując najczęściej okulary. Któregoś dnia wróciliśmy ze sklepu z mini deską surfingową. Uznaliśmy że skoro nie skorzystaliśmy z jednodniowego szkolenia to spróbujemy w ten sposób. Taka deska w Portimão to koszt zaledwie 15€, mieliśmy z tym sporo zabawy.

Uprzejmość dla pieszych lub biegaczy

Szok, dosłownie każdy kierowca widząc pieszego przed pasami zatrzymywał się! Ten który nie zdążył się zatrzymać przepraszał. W życiu czegoś takiego nie widziałem, miłe zaskoczenie. Przy okazji wspomnę o totalnym przeciwieństwie, które spotkaliśmy kilka lat temu we Włoszech. Tam aby przejść na pasach trzeba było mieć sporo szczęścia aż ktoś się w końcu zatrzyma i że by któryś się nie wydarł z za okna samochodu.

Świat widziany przez ekran telefonu

W przedostatni dzień sprawiliśmy sobie godzinny rejs motorówką po wybrzeżu. Mięliśmy okazję podziwiać świetne jaskinie, plaże i różne budynki. Trzeba było się mocno trzymać łodzi, w niektórych momentach kapitan szalał z prędkością i kilka razy szybowaliśmy w powietrzu – było na prawdę świetnie.

Zapamiętam to jednak nie tylko dla tego, przed nami siedziała kobita uzbrojona w dwa telefony i kilka power-banków. Dosłownie całą przejażdżkę nagrywała i od razu publikowała (nie wnikam gdzie). Nie zauważyłem aby patrzyła na cokolwiek NIE przez ekran nagrywającego telefonu, stwarzając nie raz zagrożenie dla innych wymachując na prawo i lewo cegłą, która nie raz jej wypadła… No cóż, takie mamy czasy 😉

Koniec

To takie małe podsumowanie, wycieczka była bardzo fajna pod każdym względem. Postanowiliśmy że jeszcze na pewno tam wrócimy. Szału z cenami nie ma, w większości są takie same jak w innych krajach EU. Zauważalnie tańsze produkty to min. alkohole, najbardziej chyba wino. Również lokalna żywność np. pomarańcze, mandarynki ryby itp.

Gorąco polecam Portimão na odpoczynek i oczywiście na BIEGANIE.

Na biegu! Hej.

Menu